Smartfonowa kobieta

Pisanie czegokolwiek zawsze ma pewien czar niepewności. Bo czy ktokolwiek będzie czytał? W dziełach pisanych i wydanych na papierze okładka ma mniejsze znaczenie. Czytamy dla autora. Czasem zainteresuje nas ciekawy tytuł. Kiedyś przeczytałam świetną książkę – thriller medyczny. Autor był mi całkiem nieznany, a książka wydana na słabym papierze z beznadziejną okładką.

W pisaniu internetowym sprawa jest podobna. Jeśli autor jest znany, wiadomo, że ludzie go czytają, choć jak mawia przysłowie ludowe: „łaska pańska na pstrym koniu jeździ”.

Ale nowemu jest beznadziejnie. Nawet jeśli kupi swoją domenę, do tego doda wykupiony serwer, to dopiero wszystko przed nim. Montujesz WordPressa i…

Zaczyna się szał. Setki motywów i nie można się zdecydować. Albo, jak się już jakiś spodoba, to okazuje się, że ma mnóstwo wad. Albo za wielkie albo za małe zdjęcia dodaje. Nie można zmienić kolorów a istniejące są paskudne. Często jest też tak, że zmian można dokonać po wykupieniu wersji motywu.

Kiedyś nie podobały mi się angielskie napisy „read more”. Dzisiaj nie przeszkadzają mi tak, jak widoczny brak poprawnej polskiej czcionki.

Uwielbiam czytać różne strony internetowe na smartfonie. I od razu nie czytam, jak mi strona jest za wielka bo nie dostosowuje się do rozmiaru urządzenia.

Właśnie, jestem smartfonową kobietą, która od całkiem niedawna przestała używać laptopa i zaczęła „jechać” na smartfonie. Mniejszy, zgrabniejszy, szybszy.

Włączam na lapku film, a na telefonie załatwiam wszelkie sprawy, typu gry online, zdjęcia, poczta mailowa. Ehhh… Jak dobrze żyć w XXI wieku.