Pięty – zbliża się letni problem

Wkrótce nastaną gorące dni, a z nimi pora na sandały i klapki. Po zimie, jak zawsze trzeba będzie wystawić stopy na widok publiczny, albo kisić w nieodpowiednim obuwiu. Jakoś sobie nie wyobrażam chodzenia w upały w zabudowanych butach. A jednak często trzeba ukrywać brzydkie pięty.

Moje pięty nie znoszą urządzenia z żyletką. Kiedyś kupiłam i byłam szczęśliwa, bo po użyciu tylna część stopy była cudownie gładka. Do czasu. Potem zaczęło być strasznie. Odrastała jakaś gruba warstwa i wtedy trzeba było już tylko ciąć żyletką, by po kilku dniach znów odrosło dziwne coś. Raz się zacięłam, krew leciała, bardzo długo się goiło i cały czas nieprzyjemnie szczypało.

Pumeks też nie jest najlepszą metodą, ale mniej inwazyjną od żyletki.

Najlepszą, w moim wypadku, metodą jest systematyczne moczenie stóp w ciepłej wodzie z dodatkiem soli lub płynu, a potem potraktowanie ich peelingiem w kremie. Trwa to trochę dłużej od wycinania naskórka żyletką, ale jest delikatniejszym sposobem na ładne pięty. Żeby był pozytywny efekt trzeba systematycznie, co najmniej raz w tygodniu, zajmować się stópkami, żeby je swobodnie wyjąć z zimowych butów i paradować w klapeczkach. Czego życzę sobie i innym, bo nie ma nic bardziej „fuj” od brzydkich pięt, wystawionych na widok publiczny.