,

Paluszek i główka, czyli szkolna wymówka

Plany miałam wielkie na sobotę i niedzielę. Działkowe, oczywiście. Już paliłam suche badyle, już grabiłam, kopałam, wietrzyłam altankę. Już siałam groszek.

Myślałam, że zacięty palec zagoi się w dwa dni, a on się nie zagoił. Dopiero teraz, po 4 dniach to się dzieje, mniej boli, ale to jeszcze nie jest tak, jakbym chciała.

Zawsze się boję grzebania w ziemi z ranami, szczególnie, jeśli mają dość sporą powierzchnię. Dość rzadko się zacinam, ale tu akurat odstawiałam bardzo ostrą gilotynkę do papieru, a ona się jakoś ześlizgnęła po palcu.

Niby mogłabym założyć rękawiczki, ale mam już z nimi doświadczenie. Po pracy, gdy wyciągnę rękę, to w środku jest pełno ziemi, a i często się dziury zrobią. Testowałam gumowe – tańsze, droższe, i szmaciane. Efekt ten sam.

Teraz mogłabym powiedzieć, że „paluszek i główka”, ale przecież mam czyste sumienie, bo żadnego oszustwa nie było. Chciałam kopać i siać. Chciałam, przy okazji, narobić milion zdjęć, chciałam powdychać trochę dymu z malutkiego ogniska. Chciałam tak wiele, a jednak z moich ważnych planów działkowych nic nie wyszło. Dlatego poszłam kupić stoczniowym kotom puszki z jedzeniem w ilości hurtowej – bo była promocja. Oczywiście nie zajęło mi to całego dnia, ale coś pożytecznego dla świata zrobiłam. Prawdopodobnie za tydzień, gdy palec się zagoi całkowicie, będzie intensywnie i długotrwale lało z nieba. Eh.