Koty, moja miłość

Jak tu nie kochać stwora, który przychodzi do ciebie, mruczy do ucha i wsadza głowę pod rękę, żeby się trochę pomiętolić.

Żeby nie było, że tylko koty. Moja nieustanna miłość do psów trwa, choć Jogi umarł prawie rok temu, 52 dni po ciężkiej operacji. Na ulicy gapię się na ludzi spacerujących z psami, jak jakiś wygłodniały stwór na jedzenie.

W domu został osamotniony kot, Ryś, który bardzo cierpiał po stracie psiego przyjaciela i nawet mnie nie lubił przez jakiś czas. Widocznie powiązał mnie ze śmiercią Jogusia. Potem mu przeszło i teraz stanowimy nierozerwalny duet, wciąż robiąc sobie selfiki. Oj, mamy tego cały worek…