Ogarnąć Świat, czyli Dzień Ziemi

Ogarnąć Świat. Czy to w ogóle możliwe i co znaczy? Sama nie wiem skąd pomysł na jakieś filozoficzne dywagacje, ale jak trza to trza, bo jak piosenka brzmiała, Sztur śpiewał, że czasami człowiek musi, bo inaczej się udusi, uff…

Dzisiaj jest Dzień Ziemi. Co człowiek, jako mieszkaniec planety robi dla niej pozytywnego? Otóż powiem to brzydko: gówno robi. I jeśli faktycznie nie siedzi na kibelku, to dewastuje totalnie: zanieczyszcza spalinami, wycina lasy, rzuca papiery, puszki, gumę do żucia na chodniki. Jeśli chodzi o gumę do żucia, to w jednym z krajów Azjatyckich za samo żucie gumy grozi dotkliwa kara. Singapur to jest. W Polsce co krok można spotkać rzuconą gumę, a ostatnio widziałam ptaka, który chciał ją zjeść. Na szczęście szłam obok, ptak się wystraszył i odleciał, czyli nie zjadł i nie umarł.

Po tłustym czwartku, wytwórnia pączków koło mnie rzuciła dla gołębi cały wór tego pysznego ciastka na ziemię, gdzie zbierają się zwierzęta. Ptaki coś tam dziobnęły, a reszta pączków utylizowała się, na podwórku, przez następny miesiąc.

Jako gatunek zamieszkujący Ziemię, jesteśmy najbardziej niszczycielskimi stworzeniami i najbardziej niewdzięcznymi. Używamy planetę do cna, a potem mówimy, że wilki zjadają za dużo saren, albo ptaki zanieczyszczają elewację. A mi się wtedy nóż otwiera w kieszeni, bo z idiotami rozmawiać się nie da.

Tak samo denerwująca jest hipokryzja. Wegetarianie noszą skórzane buty i torebki i karmią swoje domowe psy mięsnym żarciem z puszek. Oczywiście, nie uogólniam – nie wszyscy. Ci co najwięcej gadają o swoim życiowym powołaniu.

Dla mnie jedzenie zwierzęcych dzieci, to coś niewybaczalnego. Dlatego wczoraj zbojkotowałam odcinek „Kuchennych Rewolucji”, które lubię, ale jak usłyszałam, że mają podać na kolację pieczone prosiaki, przestałam oglądać. Podobnie mam, jak mowa o pysznej cielęcince. Jakaś blokada we mnie jest i tyle.

Dzisiaj nie stałam się członkinią grupy ekologicznej, ot po prostu, miałam potrzebę napisania, że dewastujemy naszą piękną planetę. Miliardy drepczących, jeżdżących, latających, kopiących, srających stworów są tutaj. Chcą lecieć na Marsa, czyli inną planetę, żeby ją zasrać i zabałaganić. Po kiego się tam pchają? Na szczęście, na Księżycu się nie udało stworzyć miasteczka śmieci. Księżyc się nie dał. I dzięki mu za to. Ludzie polecieli, zobaczyli, stwierdzili, że nie. I zabrali się za Marsa.

Wy się lepiej zabierzcie za sprzątanie Ziemi, bo aż strach pomyśleć, co będzie za 300 lat.