,

I gdzie ta wiosna?

Rano -1 stopnia C, ale pięknie, słonko wstaje kolorowo, nagle szaro i zaczyna lać z nieba.

Leje do 14-00. Potem się przejaśnia i nawet słonko wychodzi zza szarego. Jadę tramwajem, nagle robi się szaro, coraz bardziej szaro. Wysiadam, idę – zaczyna padać. Po chwili leje, jakby ze szlaucha napierdzielało na człowieka. Kurtka na wylot mokra, spodnie na wylot mokre.

Wchodzę do domu, leje mi się z czoła woda, z kurtki i spodni woda. No a tu słonko wyszło. Joł.

21-00 znowu leje. Weź, kurde niebo, nie rób se, z człowieka i innych stworów, polewki.

Dzie ta wiosna? (W marcu, jak w garncu.) Idzie gorsze (Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata.) Kiedyś przyjdzie wiosna.