Kostka – dzień 3.
Ostatni rząd kostki, niby pryszcz, ale nie mogę pojechać. Kręcę i kostka już ze starości wysiada, a nic się nie układa, jak trzeba. Może to układanie wpłynie pozytywnie na mój musk, jako zbiór szarej masy, natomiast na moje nerwy – wcale. Macham w prawo, lewo, góra – dół i nie ułożone, albo kostki kolorami na odwrót.
Pobawię się jeszcze jutro, ale jak mi nie pójdzie, to rzucę kostkę w kąt i sobie kupie zestaw krzyżówek panoramicznych. Też gimnastykują.
