Harry Potter – czytam, czytam.
A że jest to sztuka teatralna, więc czytam inaczej. Od czasów licealnych nie miałam w ręku scenariusza, trochę czasu minęło (haha).
Myślałby kto, że w jedną noc przeczytam nowego „Harrego”, a tu nic z tego, ponieważ, żeby przejść dalej z treścią, wyobrażam sobie, o czym czytam, a już najbardziej to się zastanawiam, jak oni to w teatrze zagrali. Nie będę zdradzać treści, ale jest parę miejsc, które mnie zadziwiają koncepcją teatralną, bo w filmie wszystko można zrobić.
Obecnie jestem w 1/3 książki i pasuje mi takie tempo czytania. Jak wychodziła w poprzednich latach grubaśna powieść o przygodach „Harrego”, to najpierw czytałam ją po angielsku, bo już nie mogłam wytrzymać. Był słownik w pobliżu i zero zainteresowania światem zewnętrznym. Potem to samo się działo, jak wychodziło polskie tłumaczenie.
Wyobraźnia autorki książek o „Harrym Potterze” jest niesamowita. Kobieta ma genialny umysł. Jej opowieść wciąga od pierwszego zdania. Dlatego jak dół czy cóś, to na półce zawsze czekają wszystkie części (po angielskiemu też) i sobie czytam. Kiedyś, w dziecięctwie w każde wakacje czytałam o życiu Muminków, też było to dzieło niesamowite i też napisane przez kobietę.
A wracając do „Harrego Pottera i Przeklętego Dziecka”, to historia znowu zadziwia. Nie wiem, czy ktoś sobie wyobraził o czym będzie czytał. Już mię nosi, żeby zajrzeć na ostatnią stronę, ale nie, się wstrzymam.
