Windows 10, czyli zagłaskać kotka.
Od całkiem niedawna jestem użytkownikiem Windows 10 w komputerze i telefonie. W telefonie zrobiłam aktualizację z W 8,1 i szybko się okazało, że W 10, chce za mnie decydować. I to mnie zdenerwowało, ponieważ to ja chcę decydować o sobie, a nie powierzać swój los w łapy, może i genialnych, ale jednak obcych ludzi z Microsoft.
Wkurzyły mnie następujące rzeczy w telefonie z Windows 10:
- Bardzo ważne zapisy które zniknęły z kalendarza. Moje własne zaznaczone daty, urodziny i inne sprawy – Microsoft uznał, że po cholerę komuś zaznaczać daty w kalendarzu, skoro jutro i tak będzie nowy dzień. Nie do odzyskania. Cholera, to jakby ktoś zabrał mi kawał życia, moje daty, fajne sprawy i smutne sprawy. Wielki minus dla Windows 10.
- Zdjęcia skojarzone z osobami z kontaktów – zniknęły. I musiałam je wklejać na nowo, kogo pamiętałam. Reszty nie byłam w stanie odnowić, bo mam za dużo zdjęć i szukać mi się też nie chciało. I czemu to ktoś wywala moje zdjęcia z kontaktów? Co może twarze nie takie, się nie podobało?
- Od koleżanki wiem, że jej zniknęły kontakty całkiem i musiała je ściągać od znajomych na nowo. O, dzięki, nagle nie masz połączenia ze światem, bo kto dzisiaj zapisuje numery telefonów w zeszycie?
- Co jeszcze? Ciągle coś się aktualizuje i mi mówi, że mam robić wolne miejsce. A ja w kółko przewalam aplikacje na kartę, z której przewlam z kolei zdjęcia do kompa. Się okazuje, że system zajmuje w telefonie 3,38 GB, z 8GB, jakie ma pamięć telefonu. Reszta to aplikacje, które muszą być na dysku systemowym, a nie na karcie. I coś, czego nie widać, ale miejsce zajmuje.
I tak myślę, że ingerencja w moje prywatne notatki, czyli zadecydowanie za mnie, że są niepotrzebne, oraz wywalanie zdjęć z kontaktów to jest czyn haniebny.
Jeśli zaś chodzi o pracę Windows 10 w kompie, to nie mam uwag, ponieważ to dopiero początek mojego kontaktu z tym systemem w laptopie. Zobaczę, jak się będzie sprawował. Nie zainstalowałam jeszcze żadnej gry, i maszyna jest prawie pusta, nie licząc zdjęć i muzyki, które dałam radę przekopiować ze starego laptopa. Maszyna jest młoda, więc śmiga, nic się nie muli.
Mam nadzieję, że firma Microsoft nie ma dla mnie kolejnych dziwnych niespodzianek, bo jeżeli mam prowadzić osobne notatki i zapiski w zeszycie w kratkę (osobiście wolę w linię), to po kiego mi komp i telefon z wypasionymi funkcjami, które nie działają jak trzeba?
Może ktoś usłucha i zlituje się nad strapionym klientem, bo w końcu to „klient nasz Pan”.
