Wyżarzak, to coś, o czym nie miałam pojęcia jeszcze trzy lata temu. Któregoś poranka idąc do pracy natknęłam się na taki oto dziwny napis na tabliczce, przyczepionej do zardzewiałej skrzynki. Ciekawość napędziła mi przymus szukania w internecie znaczenia tego słowa. Jezusie, co to jest? Ktoś w pracy usiłował mi sprawę objaśnić, ale i tak nie wiedziałam, o co kaman.
No i potem znalazłam w sieci o wyżarzaku, poczytałam i wiedziałam. Byłam mądra…
Jednak nieużywana mądrość lubi się gdzieś zagubić w zwojach mózgowych. Po jakimś czasie, robiąc porządki w telefonie, natrafiłam na zdjęcie zaworu szybkozamykającego paliwo wyżarzaka. I co? Nie wiedziałam, co to jest ten cały na „wu”. Szybko wskoczyłam do googli. I nic. Znikło wszystko, gdzieś się zagubiło.
W sumie najbardziej mnie tylko w tym wszystkim zastanowiło, kim był twórca tak niesamowitej nazwy dla prostego pewnie urządzenia. Jakiś profesor od ortografii? Pani od polskiego miałaby używanie dyktując biednym uczniom słowo „wyżarzak”. Bo kto jest w stanie zapamiętać, które co jest w którym miejscu. Chodzi mi o „ż” i „rz”. Ja się za każdym razem zastanawiam…
