,

Totalnie niewyspana, czyli człowiek śpioch

Współczuję ludziom cierpiącym na bezsenność. Bo ja bym ciągle spała. Nie ma znaczenia, gdzie, kiedy i w jakiej pozycji.

Oglądam program w telewizji i chyc. Za moment nie wiem o czym gadali. To akurat można zwalić na nudnych rozmówców, bo często mają oni – ci rozmówcy telewizyjni – beznamiętne głosy i nic ciekawego do przekazania.

Ale wieczorkiem, całkiem wczesnym, już mnie sen łapie. Po trzech ziewnięciach lecę do łóżeczka, przykładam głowę do poduszki i zrywam się na dźwięk alarmu w telefonie – czas wstawać. Niestety. Nowoczesna technologia wprowadziła do mojego życia zbawienny wynalazek: alarm w telefonie. Wreszcie jakiś dźwięk jest w stanie mnie zbudzić, nie budząc całej dzielnicy. Pamiętam z czasów prehistorycznych budzik stawiany na garnku, który miał słabą moc budzącą, ale cała rodzina stała nad moim śpiącym ciałem już po chwili dzwonienia budzika.

Epizody bezsenności mam w ciągu roku dwa. Dlatego zawsze łączę się w bólu z ludźmi dotkniętymi tą straszną przypadłością. Bo gdybym nagle, z dnia na dzień na nią zapadła, było by źle. Tylko, że pewnie natychmiast bym zasnęła w tramwaju, przy biurku w pracy, albo na sedesie.

Człowiek śpioch, to nie znaczy, że chorobowo zasypia na stojąco i się przewraca, jak w narkolepsji. Zwyczajnie, człowiek śpioch lubi spać, nie robi problemu, gdy ma się położyć, i nawet byle jaka podusia mu wystarcza.

Mam tylko jeden układ ze sobą. Nie sypiam po południu, ponieważ nie umiem uciąć krótkiej drzemki. Nawet, gdy zasnę o czwartej po południu i tak rano zbudzi mnie, jak zawsze, cudowny dźwięk alarmu w telefonie. Bardzo kocham swój telefon.