Torebki.
Miłością do nich zaraziła mnie kuzynka, bo mi było wszystko jedno, co noszę ze sobą, byle wór był duży. Dlatego ostatnio dorwałam sklep, w którym jest „promołszyn” na torebki i oczywiście nie są to wyroby ze skóry cielęcej (dzieci nie jadam), tylko pojemniki w ciekawych kolorach (ah, jeszcze jedna różowa i jedna czerwona mi się podobała).
Moja torebka musi mieć kieszonkę zewnętrzną, to jest warunek konieczny mojego zainteresowania się takim pojemnikiem. I najlepiej,gdyby miała komorę podzieloną na 2, ale przy jednej kupionej wymiękłam i ma tylko 1 komorę, ale jest cudna z zewnątrz. Dla mnie, oczywiście. Z miłości podzieliłam swoje pojemniki na sztywniaki, lekkie sztywniaki i mięczaki.
Jest upał niemożliwy, ale po torebkę dziś poszłam i po powrocie przepakowałam się do cukierkowego pinka. Trochę radochy na ulicy, a nie same czarne i beżowe torebki latają. I żeby to jeszcze starsze panie nosiły takie nudne worki, ale to młode kobiety. Że niby modne i takie tam.
Kupa prawda. Na wybiegach modowych są torebki kolorowe, wesołe, świecące, a nie jakieś trupiaste, nudne, noszone na zgiętej ręce. To już chyba de mode.
Zresztą, niech sobie każdy lata z czym chce. Ja love swoją nową pink torebeńkę, którą zaliczyłam do mięczaków, bo jest miękuchna i można ją zginać do woli. Ma też wiszące dyndołki,które są obecnie modne. Specjalnie nie wariuję za modą, lubię raczej klasyczną elegancję niż ostatnie trendy, które za rok będą niemodne i wyśmiewane,ale pinkjest tak piękny,że nie będę robiła focha. Se ponoszę, a jak mnie znudzi, to przełożę do innego pojemnika.
W mój nowy mięczak pink pojemnik, przepakowałam całą zawartość cudnego czerwonego sztywniaka, a za miesiąc przełożę to wszystko w granatowy lekki sztywniak.
I to jest właśnie to, co jest wolnością – nie musieć uwiązać się do rzeczy, bo kosztuje tyle, co samolot odrzutowy. OK, może być droga, byle nie ze skóry wymierającego zwierzaka, bo takie babsko i jej torebkę od razu zbluzgam najgorszą wyrazą.
Torebki
