Smutno mi i nic nic napiszę, bo umarła Maria Czubaszek, a myślałam, że ludzie o tak genialnym poczuciu humoru nie umierają. Ale ja gupio myślałam.
Szalone skecze w radiu, znałam od wczesnej młodości, bo mi rodzina „Trójkę” puszczała, a tam poznałam smak cudownego absurdu w „Sześćdziesiąt minut na godzinę” czy „Powtórce z rozrywki”. Wtedy właśnie w radiu usłyszałam kilka głosów, które zostały w mojej głowie do dziś, choć wiele lat minęło. Będę pamiętać głos Jerzego Dobrowolskiego – charakterystyczny, nie do podrobienia wraz z Ireną Kwiatkowską i Marię Czubaszek, zachrypniętą od papierosów, które kochała. Też kochałam papierochy, ale przestałam palić ze względów finansowych. Smutno mi dzisiaj i nie mam weny twórczej z tego smutku, bo nie cierpię, jak świat ubożeje.
Wiadomo, że czas płynie i ludzie odchodzą ze świata, ale jednak zawsze żal, gdy odchodzą geniusze. Twórcy porywający nasze mózgi do myślenia. A my ich kochamy lub nienawidzimy, bo geniusze nie istnieją w obojętności.
Pani Mario, najsmaczniejszych fajek.
