Rupert ma duży pokój.
Powiększyłam mu biurowe lokum – połączyłam dwa kartony. Ma teraz więcej miejsca do mycia futra i spania. Jest cały szczęśliwy i ociera paszcza o ścianki pokoju.

To ci dopiero aparat. Wyszedł na chwilę na zewnątrz, deszcz mu tyłek zmoczył i zasuwał z powrotem do ciepełka. A potem długo mył swoje rude futro, by zasnąć na dłuższy czas.
Aha, jak je to mlaska, że słychać na cały pokój. I robi „czółko”, znaczy moje czółko z jego stykamy.
Love kićki.
