Polacy, oszczędzajcie

Polacy, oszczędzajcie? Czytałam niedawno, że Polacy nie oszczędzają i są w ogonie Europy pod tym względem, nawet za Rumunami.

Pomyślałam: nie mamy z czego, to nie oszczędzamy. Po głębszym zamyśleniu, stwierdziłam, że to bzdura. Nie oszczędzamy, bo nam szkoda. Ale problem jest głębszy. I każda wymówka dobra. W czasach, gdy ludzie mieli pieniądze, bo nie było towarów do kupienia, też nie oszczędzali. Zauważyłam, że Polacy żyją teraźniejszością. Tak, jak nakazują poradniki szczęśliwego człowieka. Co tu oszczędzać pieniądze, jak:

  • mogę nie dożyć rana;
  • wybuchnie wojna;
  • mój bank splajtuje;
  • pieniądz straci wartość.

A tak, kupię sobie coś, co mnie bardziej uszczęśliwi. Po co mam odkładać? W nocy umrę i nie skorzystam ze swoich finansów. Dziś wsiądę w samolot i odlecę na Wyspy Hula Gula się zabawić. Po co mi konto z oszczędnościami albo skarpeta pełna papierów (dolarów, złotówek, jenów czy funtów)?

Sprawa wygląda nieco inaczej, gdy pomyślimy, że wcale nie musimy umierać, wojna nie wybucha, a bank nie plajtuje. Odkładamy drobny procent miesięcznych wpływów. A w razie co, z naszych oszczędności skorzysta spadkobierca. I tak by skorzystał. Obojętnie czy to będzie najbliższa rodzina czy zwierzaki w schronisku.

A co jeśli się okaże, że dożyjemy stu lat w zdrowiu, a jedynym problemem stanie się brak jakichkolwiek oszczędności na nowe gacie, buty albo okulary? Nie wiem, czy aż tak daleko sięga nasza wyobraźnia.

Jest wielce prawdopodobne, że program „500 plus” nie zwiększy nam dzietności, ani nie sprawi, że ktokolwiek zacznie zbierać fundusze na przyszłość swoich dzieci. To się zwyczajnie przeje i może garstka gdzieś ten datek ulokuje na zaś. Nie wnikam, ja w tym programie nie biorę udziału z uwagi na brak małoletnich pociech. A co bym zrobiła, gdybym miała? A co bym zrobiła, gdyby mi nagle wąsy urosły i broda?

No, chociaż te trochę odłóżmy do skarpety. Dychę – dziesięć procent dochodu, a jak nie 10 procent, to chociaż dziesięć złotych miesięcznie, to daje 120 złotych rocznie, to daje 1200 przez 10 lat. A za 100 lat uzbieramy 120000. Tyle, że wtedy na pewno nie dożyjemy rana, wybuchnie wojna, bank splajtuje, a pieniądz straci wartość.

Dlatego skupujmy złoto.