Pieśń starego alkoholika

Pieśń starego alkoholika.

Stary alkoholik śpiewa wciąż tą samą pieśń. O cudownym życiu z butelką w tle. Jak jedna się kończy, trzeba zacząć nową. Świat cudownie otacza puste życie, napełnionymi pojemnikami szczęścia.

Nigdy nie wiesz, co w domu, gdy wracasz. Rosół „dochodzi” na gazowej kuchence od 6 godzin. Szczęście, że w  garnku było dużo wody. Nie zdąrzyła się wygotować. Pożaru nie bylo. Papka w garnku pachnie niby rosołowo, a jednak nie jest już apetyczna.

Stary alkoholik leży pod stołem i udaje, że wszystko się sprzysięgło. Coś na niego spadło, potem on się turlał po podłodze, bo chciał do telefonu, Ale nie dotarł, bo się przewalił na plecy. I wstać nie mógł, nie może i nie wstanie, bo nie może. I gadaj z takim, choć waży dwa razy więcej i chcesz pomagać, ale on nie może. Nie współpracuje. Dlatego dajesz mu poduszkę, kołdrę i pieprzysz sprawę.

Chcesz żyć. Na jęzor pchają się same wyrazy na „p”, „k” i inne litery.

Zostawiasz starego alkoholika pod stołem, lecz przykrytego. Zabierasz koty do siebie i zlewasz sprawę w pokoju obok. Trudno. Stary alkoholik, to taki typ, który myśli, że wszyscy mają go wspierać, pielęgnować i być miłymi. A on sobie będzie wtedy spokojnie popijał, zrelaksowany i bezstresowy. I gówno go ochodzisz, choćbyś padł ze zmęczenia. Choćbyś robił nie wiem co, to ci powie stary pijak, że ty jesteś gówno, że się na tobie zawiódł, i że pije przez ciebie.

W związku z powyższym, niech sobie śpi spokojnie pod stołem, w pokoju obok, bo może się okazać, że to on ciebie wykończy. A wtedy będzie miał cudowną okazję do picia. Stypę.

(Przy okazji poproszę o odśpiewanie na ceremonii pogrzebowej pieśni: „Chodzą wrónki cało zgrajo, i pendracki wyjadajo.”)