Kiedy się wreszcie wyśpię?
Jest mnóstwo możliwości, ale jednak przeważa opcja: „nigdy”, która z angielska brzmi delikatniej, bo „never” jakoś mimo podobieństw znaczeniowych, mniej do mnie krzyczy.
Chciałabym w nocy, ale kot potrzebuje co godzinę jeść, bo już stareńki i ma takie potrzeby.
Chciałabym w weekend, ale wstaję wcześniej i jadę do kota w pracy.
Innych opcji nie ma, bo w tygodniu wcześniej trzeba wstawać i jechać do pracy. Kawa budzi rano, jednak czasem nie wypiję jej w południe i zasypiam na stojąco, a że sen mam szybki i twardy, to pilnuję sie, żeby nie zasnąć w tramwaju, w drodze do domu. Buja miło, jest cieplutko, tylko głowa na szybę i odlot.
Niektórzy mówią, że wyśpisz się w grobie, ale kto to wie? Może tam też będzie tyrka, wczesne wstawanie i oprowadzanie wycieczek (po raju lub piekle)? Znowu się nie wyśpię.
To może na emeryturze? Z przekazów emeryckich wiem jednak, że sprawa spania wygląda tak, że nie da rady zasnąć, choć spać się chce, ale oko nijak się nie zamyka, dziwne myśli po głowie się kołaczą. I tyle w temacie zwanym bezsennością.
Myślę, że od kiedy człowiek zaczął pracować, nigdy się nie wyspał. I tak już pozostanie po kres naszych dni. Amen.
