Jedni odchodzą, inni przychodzą.
I nie chodzi o ludzi, którzy umarli fizycznie, zostali pochowani w czasie pogrzebu. Chodzi o tych, którzy znikają, to lepsze określenie, z naszych miejsc pracy, z naszego życia. Chwała im za to, bo nie ma gorszego stanu, niż trwać z kimś w nieudanym związku. W pracy związek z kimś też może być nieudany. Różnica charakterów pojawia się wszędzie, nie tylko w związkach małżeńskich. W pracy spędzamy mnóstwo godzin, nieraz więcej niż w domu. I musimy się męczyć z trudnymi typami.
Dlatego jestem zwolenniczką spokojnego żegnania się z pewnymi ludźmi. Albo my odchodzimy, albo oni sobie idą w swoją stronę. Dajemy im „krzyż na drogę”. Pomyślcie, na Ziemi jest kilka miliardów istot naszego gatunku, więc jest w czym wybierać.
Skupianie się na trudnych przypadkach i wymyślanie, że może jednak ich lubimy, nie wyjdzie nam na dobre. Dajmy sobie luzik, odpuśćmy trudnych i zwróćmy im i sobie wolność.
Świat jest tak duży i piękny, a życie tak krótkie, że żal się męczyć z tymi, którzy nas nie rozumieją, nie wspierają, nie lubią, ……….. tutaj wpisz, co jeszcze oni nie.
I jak tak patrzeć na całość życia, to szkoda czasu na beznadziejne typy, a kto nimi jest, to wiemy już tylko my sami. Każdemu pasuje, co inne.
