I po meczu Sevilla – Liverpool

I po meczu: Sevilla – Liverpool.

Powiem tak: znudził mnie mecz od samego początku. Kopanko roztargnione skojarzyło mi się z dawnym kopankiem polskiej drużyny narodowej. I tak oto, poszłam spać i zasnęłam natychmiast. Miałam się przekonać do ligi angielskiej i wcale się nie przekonałam.

Wstaję rano, chwytam komórkę i co się dowiaduję? Że 5 minut po tym, jak poszłam spać, Liverpool strzelił gola i już myślał, że wygrał, a było to w 35 minucie pierwszej połowy. Po przerwie zbudziła się Sevilla i tak dokopała Liverpoolowi, że ten całkiem zaniemógł i ostatecznie przegrał 1 – 3.

Co by nie mówić, meczu widziałam 30 minut, czyli 1/3. Nie przekonałam się do Anglików na boisku. Hiszpanie zadali szyku, wygrali i zabrali puchar oraz szczęśliwe gębule zwycięzców. A ja się przynajmniej wyspałam. Bo gdybym się nie wyspała, a mecz był do końca beznadziejnie nudny, oszalałabym. Szczególnie, że Euro będzie dla takich namiętnych oglądaczy słabo dostępne, bo wszystkie mecze tylko dla posiadających płatny Polsat. Ledwie kilka darmowych w Polsacie i Tvp. Groza.

Trudno się mówi i jedzie się dalej. Może Polacy zajadą dalej na Euro we Francji niż u siebie dojechali? Oby, i życzę im szczęścia. A czapeczkę Poland biało – czerwoną mam i se będę nakładać.