Moje gościowanie na weselu zbliża się szybciutko. Jutro godzina „W”. A jeszcze lecę do pracy. Nie wiem, jak się wyrobię. Jakoś musi być.
Po pracy mam jeszcze:
- karmienie kotów;
- robienie makijażu;
- prasowanie ciuchów;
- malowanie paznokci;
- kupno kwiatów;
- pakowanie prezentu;
- pakowanie torby ze swoimi pierdołami;
- i dojazd do kościoła.
A myślałam, że idę jako gość. Wesele to jednak cięższy kaliber od Sylwestra czy imienin. Trzeba wyglądać, jak trzeba, kupić prezent i być na weselu przez wiele godzin. Tańczyć nie mogę, bo mną rzuca na lewo i bez tancerza. Kiedyś było inaczej. Sie tańczyło, w szpilkach czy na płasko. Dzisiaj nawet nie biorę pod uwagę tej sfery życia. Trudno, będę odmawiała tańca, bo mi się nie uśmiecha leżeć bez ducha na parkiecie. Jeszcze mi kto na paznokcia nadepnie? Jednak przeca na weselu się też gada, poznaje nowych ludzi, je i pije, więc atrakcji jest moc. Oczywiście, jeszcze jest robienie zdjęć i kręcenie filmików komórkową kamerką. IHA! Będzie świetnie, byle się tylko kto nie pobił.
Podsumowanie:
Jutro idę na wesele i będę się bawić bez względu na to czy mogę tańczyć czy nie. Młodzi są najważniejsi, a ja przecież tylko jestem dodatek, czyli ich gość.
Dlatego miłej zabawy życzę Wszystkim i sobie też. Uśmiechajmy się, bawmy się i nie zawracajmy innym dupy swoimi problemami.
