,

Nie cierpię upałów

Nie cierpię upałów. Zaraz mi się robi słabo i nie mam czym oddychać. Szczególnie ich nie trawię w maju, bo wszystko pyli: trawy, drzewa i chwasty. A potem okaże się, że latem będzie lać deszcz nieustannie. Teraz, jak ma się młoda zieleń podlewać, to jest susza, a potem, jak jeszcze coś zostanie z zasiewów i będzie chciało mieć ciepło, to zgnije od deszczu. Żeby na początku maja było 25 stopni C? Nie ma się gdzie schować, bo w słońcu jest 40 stopni. Kosiarze koszą trawę, a my, alergicy, ledwo zipiemy, bo w powietrzu unoszą się te małe, gówniane pyłki, zatykające nam wszystkie naturalne otwory.

Wiem, że mamy klimat umiarkowany, ale ostatnimi laty zrobiło się jakoś afrykańsko wiosną, a jesiennie latem. Lubię, jak przyroda mi stopniowo się budzi do życia. I ludzie też najpierw kurteczki wkładają, a potem ciuch letni. Teraz zaczynamy od klapków i krótkich spodenek, by przejść w lipcu do kurteczki jesiennej i parasolki. Po prostu mój organizm nie lubi nagłego przejścia w upały. Ma być spokojnie. Hahaha. Ja i spokojnie?

Póki co, cieszę się, że kotki wychodzą na ciepełko i chora przestała mieć koci katar. Pojawiła się też Babcia i Krzywy Ogon. Na razie nie ma za to dwóch ciężarnych – pewnie urodziły. To najważniejsza sprawa na kolejne dni. Złapać je i wysterylizować. A maluchy, jak się da, zabrać do nowych domków.

Wkrótce wesele, na którym mam być. A nie mam jeszcze ciucha, butów i prezentu. Jak ja nie cierpię upałów.