Na początku zapominania jest śmiesznie. No, bo hahaha, ona nie wie, jak się nazywa ten aktor, albo nie pamięta, gdzie położyła zakupy, czy okulary. E, tam, udaje, żeby być taką śmieszną.
Wcale nie jest śmiesznie. Bo czy to jest normalne, że patrzysz na linijkę i zastanawiasz się nad jej nazwą? Szybko wymyślasz, że to patyk z podziałką. Wszyscy ryczą ze śmiechu. No, tak…
Masz zapisać datę. Zwykłą datę: 03.01.2012. Bierzesz do ręki długopis i już masz zapisać, gdy nagle nie wiesz co. Niby w głowie widzisz tę datę. Do cholery, przecież wiem o co chodzi, ale nie umiem przelać na papier. Jest źle – nikomu nie mówisz. Kto uwierzy, że nie starzec może mieć zaniki pamięci – pewnie roztrzepana jakaś.
Skoro dziadek umarł na Alzheimera, to czy młoda dość osoba może też zacząć chorować, będąc wnuczką? Czy to się dziedziczy? Lekarz pierwszego kontaktu na pytanie: co pani dolega? słyszy: tracę pamięć. Taka młoda? – odpowiada. Ale skierowanie do ośrodka badania pamięci wypisuje.
Co dadzą badania genetyczne, skoro nie ma leku na tą straszną chorobę. Po co się bardziej stresować? Może kiedyś naukowcy coś wynajdą. Jakiś lek, zioło, cokolwiek, żeby człowiek nie stawał się uciążliwym chwastem dla rodziny.
Polska nie ma żadnego pomysłu na starych ludzi. Kiepska jest opieka medyczna nad nimi. Ale najgorsze, że będzie starych ludzi coraz więcej. Co zrobimy? Dla dzieci są żłobki i przedszkola, a dla starych, którzy mają umysły dzieci? Nie wiedzą kim jest ta pani, która przychodzi z obiadem, nie pamiętają, gdzie mieszkają, że pożar wybuchł w ich własnej kuchni, bo zapomnieli, że włączyli gaz i postawili na palniku pusty garnek.
Dziadek umarł w niemieckim domu opieki dla starych ludzi z Alzheimerem. Pracująca rodzina nie dała rady całodobowo opiekować się chorym staruszkiem, którego codziennie odwiedzała po skończeniu pracy. Smutno, że nie rozpoznawał już nikogo z bliskich. Miał jednak w ośrodku świetną opiekę.
Kilku znajomych, z chorym na Alzheimera rodzicem, opowiadało przykre historie. Jak mama jednej z pań szła do toalety i w połowie drogi zapomniała wszystko, więc załatwiła się na środku dywanu. Tata innego znajomego, uciekał rodzinie na spacery, a przyprowadzała go, wystraszonego, policja.
Choroba Alzheimera to wielki, bagatelizowany problem społeczny. Dotyka całych rodzin. Nikt nie myśli teraz, co będzie za kilkanaście lat, z coraz starszym społeczeństwem. Jeśli ludzie będą zdrowi – to świetnie, ale co jeśli duża część zachoruje na choroby demencyjne? Nie mamy zbyt wielu ośrodków dziennego pobytu. Sami też nie bardzo wiemy, jak zajmować się chorym staruszkiem. Czy można go zostawić samego w domu i pójść do pracy? Pytań jest tak wiele.
Do ośrodka badania pamięci nie poszłam. Myślenie przez całe życie, że jest się genetycznie uwarunkowanym do nieuleczalnej choroby, to życie w koszmarze. Mam to gdzieś i póki jeszcze rozpoznaję swoją gębę w lustrze, nie jest źle. Tylko czy będę w stanie wykryć moment, kiedy powiem do siebie: „a kto ty jesteś?”.
