Głowa boli

Są dni, że normalnie… głowa boli. Taki dzień zdarzył mi się właśnie dziś, 6 marca 2016 roku.

Wstaję rano w niedzielę, robię kawę, śniadanko. Planów mam całe mnóstwo. I nagle zaczyna mnie ćmić głowa, początkowo lekko. Myślę sobie – zaraz przejdzie. Patrzę za okno: deszcz leje, niebo szare. Mówią w telewizji, że halny w górach.

A głowa ćmi coraz bardziej. Położę się na trochę to mi przejdzie. Wstaję po dwóch godzinach. Aha, nie przeszło. Biorę 2 tabletki, po godzinie lekko przechodzi, ale dalekie ćmienie wciąż czuję. A teraz, jak piszę, głowa zaczyna boleć od nowa.

Mam kilka dni w roku z potwornym bólem głowy. Jak nie pomaga kawa z cytryną, to znak, że sprawa jest grubsza. Światłowstręt i niedobrze mi, to paskudna migrena. Miałam nadzieję, że mnie dawno temu opuściła na dobre, ale ona widać przypomniała sobie. I dręczy.

Kiedyś migrena, globusem zwana, to była sprawą wymuskanych damulek. Dzisiaj dopada ludzi bez względu na płeć i stopień wymuskania. Głowa boli, nic nie pomaga. Jedynie cisza i spokój dają lekką ulgę, dlatego właśnie udaję się na zasłużony nocny spoczynek.

Dobranoc.