Czy można być zbieraczem lakierów do paznokci? Teoretycznie tak, w praktyce sprawa jest mniej oczywista, ponieważ lakier wysycha w swoim malutkim pojemniczku. Po pewnym czasie staje się on stwardniałą masą, a buteleczki nijak nie można odkręcić.
Moje sto buteleczek pewnie nie jest jakimś rekordem. Zbieram, bo lubię, bo jak widzę w sklepie nowy kolor, nową fakturę to kupuję. Czasem myślę, że roku by zbrakło do zużycia każdego lakieru na moich paznokciach i wymyślam malowanie każdego pazurka na inny kolor. Na moich paznokciach jedno malowanie wytrzymuje góra 3 dni. Zapewnienia producentów, że tydzień lub 10 dni da radę się utrzymać, w moim przypadku są tylko chwytem reklamowym. Niech mnie który przekona, że można inaczej. Nie żalę się wcale. Nawet mi to n a rękę, bo inaczej musiałabym przestać zbierać kolory. To byłoby jakoś tak: „365/ 10 = 36,5”. No i co? A ja mam już 100? A gdzie nowe zakupy? Joł.
Niektóre kobiety mają przeważnie dwa lakiery, jeden jasny pastelowy, a drugi krwisto czerwony, ewentualnie jako trzeci – złoty lub srebrny na sylwestra. I koniec. Dają radę. Ja nie daję, bo kolekcjonuję lakiery. I chwała producentom, że ciągle wymyślają coś nowego. Kiedyś były nie do pomyślenia czarne, zielone lub niebieskie kolory na paznokciach, a dzisiaj wszelkie wariactwa są dozwolone, a nawet wręcz wskazane. I dlatego dopóki mi starczy sił i będę mogła wcelować pędzelkiem z lakierem w to malutkie miejsce na końcu palca, będę kupowała i będę szalała. Do tysiąca buteleczek pewnie nie dojdę, ale na zawsze pozostanę – zbieraczem kolorów.
