Kopalnioki – śląskie bombony.
Obczaiłam dziś w sklepie Społem, jakieś dziwne opakowanie cukierków. A że lubię wszelkie nowości i nowe smaki jedzeniowe, wzięłam z półki czarno – białą paczkę z niezidentyfikowaną zawartością.
Kopalnioki – śląskie cukierki (bombony), ziołowe.
W domu odpakowałam i już zapach mi powiedział, że to coś podobnego do czarnych żelków, szczególnie ukochanych w Skandynawii.
Się nie pomyliłam. To cukierki o smaku anyżowym, melisowym, dziurawcowym i mentolowym, twarde, jak landrynki. Człowiek wsadzi do paszcza i się delektuje, jeśli lubi takie smaki. Ja te czarne żelki uwielbiam, a teraz mam też śląskie kopalniaki do uwielbiania. Producent pisze, że cukierek został stworzony dla osłody życia górniczego, (które jest piekielnie trudne – to już mój dopisek).

Wsadziłam to czarne „coś” do paszcza i od razu poczułam się kilometr pod ziemią, w ciasnym, gorącym miejscu, gdzie zasuwają ludzie, narażając życie. I może właśnie jedyną uciechą jest dla nich ten czarny cukierek? Kopalniok? Tylko bym nie chciała się dowiedzieć po czasie, że kopalniok dla Ślązaka jest rybą po grecku dla Greka? Nikt go nie zna.
