I u mnie rocznica.
Skromna, bez fajerwerków. Kilka zdjęć.
W pracy kot się pochorował na jakąś kićkową grypę jelitową. Inne kićki też osłabione. Taka pogoda mało ciekawa.
Przed bramą stoczniową kilka wieńców złożono. Chyba wszyscy zapomnieli, albo udawali, że zapomnieli.

W końcu, 35. rocznica powinna mieć bardziej uroczystą oprawę. Ale u nas nie miała. Trudno.
Oby do niej nie dołączyła jakaś kolejna smutna rocznica obchodów.
