Sekretne życie Ruperta.
Szukam kota. Nigdzie go nie ma.
Nagle coś mnie szarpie za rękaw. To nie coś, to Rupert. Siedzi w szafce i łypie na mnie zaczepnie, a jak chcę poprawić mu reklamówkę na której leży, paca mnie niegroźnie. Znudziła mu się otwarta przestrzeń, to się schował.

Rupert jest w porządku gościu i jak mówię do niego: „dawaj kuleczkę”, to leci do swojej kuleczki z folii aluminiowej po śniadaniu, i wykopuje ją na drugi koniec pokoju. Messi wśród kotów.

Potem podchodzi do miski z jedzeniem, pomiałkuje i patrzy mi w oczy, więc otwieram saszetkę, rozgniatam kawałki widelcem (Rupert ma braki w uzębieniu), zjada mlaskając. Zalicza kuwetę i wraca do szafki. Trzeba pospać po pracowitym dniu.
