Wesołe jest życie staruszka.
Śmieszna to piosenka kabaretu Starszych Panów. Chociaż, czy dzisiaj życie staruszków jest wesołe? Może jak już nic nie kumają, to im wszystko jedno i jest wesoło? Nie wiem.
Wiem natomiast, że nie jest wesołe życie ludzi, którzy ze staruszkami są, mieszkają, opiekują się. Można nawet nazwać to gehenną.
Weseli staruszkowie nie pamiętają, co zrobili, co mówili, co gdzie położyli. Ponadto stają się agresywni, wrzaskliwi i o wszystko oskarżają otoczenie.
Codziennie umierają z głodu (a lodówka pełna żarcia), są okradani z pieniędzy (których nie mają) i wszędzie wietrzą spiski na ich życie.
O ile przez pierwsze dni bycia ze staruszkiem, takie sprawy są nawet śmieszne lub wzruszające, to już później stają się horrorem. Nie daje się rady, nie ma się cierpliwości. I trudno znaleźć jakieś rozwiązanie tego problemu. Wysiadają twardziele. Nikt nie ma pomysłu na staruszków, których wkrótce będzie więcej (w odróżnieniu od dzieci, które nie chcą się rodzić), bo oni są, i rozmnażają się przez pączkowanie.
Nie wiadomo kto będzie jakim staruszkiem. Z cudownej osoby ktoś staje się bohaterem, jak z filmu grozy. A jeśli wesołe życie ma polegać na tańszych biletach komunikacji miejskiej i darmowym abonamencie telewizyjnym, to ja odpadam i nie chcę być staruszkiem.
Zaszaleję i zutylizuję się w jakimś nowoczesnym kraju europejskim.
